poniedziałek, 18 czerwca 2012

niekończąca się historia, czyli szydełko+koralik

Techniką w której zdecydowanie najlepiej się czuję jest szydełko (nie tylko w przypadku biżuterii, ale chyba przede wszystkim czapek, szalików, serwetek, bombek choinkowych, wielkanocnych wydmuszek, pokrowców na telefony, torebek…).
Moją specjalnością są wariacje na temat obdzierganych koralików. Najczęściej sięgam po drewniane lub plastikowe kulki o wielkości minimum 14 mm. [Zdarza mi się obrabiać mniejsze, ale … trzeba szanować swoje oczy:)]


Bardzo fajnie wyglądają w uszach (przynajmniej moich) kolczyki z kilku kulek. Odpowiednio dobrane kolory to kompozycja miła dla oka.

niedziela, 17 czerwca 2012

inspiracje, motywacje...

Czasem kiedy ktoś mnie spyta, skąd biorę pomysły na wzory biżuterii którą robię, odpowiadam, zresztą całkiem szczerze, że z zazdrości.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam powodowana zazdrością była niewielka torebka dziergana na szydełku, z podszewką, ażurowym wzorkiem i etnicznymi koralikami na ściągaczach. Dziś śmiało można byłoby nazwać to plagiatem, ponieważ torebka którą zrobiłam była odwzorowaniem innej, należącej do mojej starszej siostry ciotecznej. Jednak w wieku lat 12 nie uważałam tego plagiat. Najzwyczajniej w świecie zazdrościłam siostrze torebki, którą przywiozła sobie z wakacje we Włoszech i wiedziałam, że a) w Polsce szybko takiej nie dostanę (jakieś dwa lata później takie torebki były na każdym bazarze...) b) nie byłoby mnie wtedy na nią stać c) łatwiej było mi wziąć od mamy pieniądze na włóczkę niż na torebkę. Dziergałam ją jakieś 2 tygodnie, ale potem byłam z niej dumna jak paw, bo wyglądała jak "kupna". Dziś na szczęście kwestia finansów rzadko mnie ogranicza, ale nadal widząc coś fajnego u kogoś myślę sobie " ja przecież mogę coś takiego zrobić sama i w dodatku nie wydam na to tyle pieniędzy".
Muszę przyznać, że nic nie daje takiej satysfakcji niż komplement na temat czegoś co zrobiłam sama, a następnie pytanie, gdzie to kupiłam (i za ile) oraz zdziwienie na twarzy rozmówcy, gdy odpowiadam, że nie kupiłam, a zrobiłam sama:)
Dziś oczywiście nie odtwarzam bezmyślnie wzorów, które mi się gdzieś spodobają, ale staram się je dopasować do mojego stylu, nadać im niepowtarzalny charakter.
Zdarza mi się czasem, że jakiś wzór mi się dosłownie (!) przyśni, innym razem coś mi wyjdzie przez przypadek.
Są też sytuacje, kiedy ktoś prosi mnie o zrobienie czegoś (np bransoletka pleciona ze sznurków, przywieziona z jakiegoś egzotycznego kraju, w dodatku ze zdjęcia w słanej jakości i wykonanej techniką mi zupełnie nieznaną) i siłą woli, metodą prób i błędów udaje mi się otrzymać efekt, który osobę obdarowaną bardzo cieszy.

Wracając do zazdrości, moja koleżanka z ławki w liceum kupiła sobie naszyjnik ze szkła weneckiego (duża czerwona pastylka, z której zwisały mniejsze przywiązane na sznureczkach).
W liceum miałam straszną "fazę" na szkoło weneckie, które zresztą bardzo lubię do dziś.
Poniżej, moja własna wersja naszyjnika, którego bardzo zazdrościłam koleżance

bransoletki ze sznurka atłasowego




Warkoczyk z trzech jest najprostszym splotem jaki znam i prawdopodobnie pierwszym jakiego się w życiu nauczyłam. Warkocz z czterech wcale nie jest trudniejszy, ale wzór jaki tworzy jest wg mnie ciekawszy. W połączeniu z różnymi wariantami kolorystycznymi lub ilością sznureczków w jednym z czterech pasm, czy w końcu to jak ściśle będziemy zaplatać nasz warkocz- daje naprawdę bardzo dużo możliwości. Ostatnio- jest to biżuteria o którą koleżanki pytają mnie najczęściej:)


Do kółeczek tworzących zapięcie można doczepić sobie zawieszkę typu Charms. Sam warkocz też można urozmaicić, np taką sobie małą kokardką:)



Witam serdecznie na moim nowym blogu:)
założyłam go z potrzeby dzielenia się ze światem tym co wyjdzie spod nikowych palców; wiele osób pytało gdzie mogą zobaczyć coś mojego, a ja dotychczas wrzucałam zdjęcia moich wyrobów najpierw na serwis grono.net, później na facebook'a , jednak nie każdy ma tam profil a i zdjęcia wrzucane na takie serwisy potem stają się własnością tego portalu, a nie użytkownika (o czym mało kto wie, ponieważ nikt nigdy nie czyta regulaminu)
Tak więc, by tworzyć i dzielić się twórczością w spokoju, będę (jeszcze nie wiem z jaką częstotliwością) publikować zdjęcia nie tylko biżuterii ale też różnych rzeczy które zdarza mi się zrobić, np upiec, uszyć, posklejać, wydziergać.
Zawsze uważałam, że wszystko można wykonać siłą woli. Nie jestem dziewczyną, która tylko robi biżuterię; jestem kolekcjonerką umiejętności :) uwielbiam poznawać nowe techniki i w nich tworzyć coś niepowtarzalnego.
W przyszłości może odważę się zamieszczać zdjęcia i filmiki instruktażowe o technikach takich jak koronka frywolitkowa, filcowanie, szydełkowanie, dzierganie na drutach, sutasz i innych, która mam nadzieję, kiedyś nabędę. Na razie niestety ograniczają mnie możliwości sprzętowe, no i nie wiem na ile sprawdziłabym się jako "nauczyciel". Dlatego na początek pozostanę przy prezentacji tego co potrafię wykonać.
Mam nadzieję że Wam się spodoba:)



na dobry początek, wrzucam zdjęcie moich bardzo wiekowych już kolczyków z frywolitki; mają 6 lat, a niedawno zostały podrasowane, poprzez dodanie cyrkonii. Ich największą zaletą (oprócz tego, że są śliczne i eleganckie; doskonałe do wieczorowych stylizacji) jest waga- są leciutkie.
Jako że to koronka, w dodatku jasna, mogą się zabrudzić. Ale w końcu to koronka, więc... można ją wyprać! A następnie wykrochmalić, wysuszyć i wyprasować:) takie kolczyki można traktować jak babcine serwetki robione na szydełku. Pomimo delikatnego wyglądu są bardzo trwałe:)
na biglach (zrobionych ręcznie) znajdują się kamyczki Svarovsky'ego.